„Jeśli coś postanowiłeś, zrób jeden krok.
Potem następny i kolejny.
To wystarczy.”
Przeszłam wiele operacji i zabiegów związanych ze złamaną prawą nogą.
Jednak długo to nie przynosiło efektów.
Ostatecznie trafionym ratunkiem dla mnie okazał się aparat Ilizarowa.
tzn. wkręcony w moje kości w nodze.
Dzięki skręcaniu śrub, uzyskałam zrost kości.
Mając moją "bransoletę" - jak nazwałam moją nową biżuterię,
musiałam w niej chodzić, spać, kąpać się, codziennie dezynfekować druciki i drobne rany powstające wkoło nich.
Trwało to „tylko” pół roku.
Przez ten czas przyzwyczaiłam się do tego i po czasie, już mi nie przeszkadzało w niczym.
***
Na jednym z pobytów w Prywatnej Klinice Rehabilitacji
korzystałam z nowoczesnego urządzenia wspomagającego chodzenie o nazwie Egzoszkielet.

Przesadzano mnie z wózka inwalidzkiego na krzesło,
na którym był już
przygotowany
dla
mnie.
Dzięki
niemu mogłam wstać z krzesła i stawiać kroki.
Każdy
mój ruch był wspomagany przez to urządzenie - ruch stopy, kolana,
bioder, barków.
Naprawdę
dobry sprzęt.
Pomagał mi on przenosić ciężar ciała, gdy robiłam krok po kroku.
Niestety przez czas w którym nie obciążałam złamanej nogi, nie byłam w stanie tego robić. Po prostu zapomniałam jak się chodzi.
Ale byłam szczęśliwa, że w końcu idę. 😀😁😌
Po tak długiej przerwie robiłam kroki.
Choć to nie było wcale takie łatwe.
Bardzo
się bałam, że się potknę i upadnę. 😖
Strach był, pomimo obecności wokół wielu rehabilitantów, którzy mnie asekurowali.
Przez cały czas była też za mną osoba, co sterowała urządzeniem, nadzorując mój chód .
Dla wewnętrznego spokoju musiał być ze mną mój drewniany, długi kijek.
Ten kijek pojawił się wcześniej, gdy rehabilitanci zamienili mi kulę ortopedyczną na długi drewniany kij.
Czego celem było wymuszenie
pionowej postawy ciała w czasie chodu.
Chodząc o kuli opierałam się o nią,
przez co chodziłam skrzywiona.
Cel został osiągnięty.
***
Ciągnący się latami brak zrostu w nodze i zalecaniu, by jej nie obciążać, bardzo blokował mi naukę chodzenia.
Przez to jednak miałam okazję i czas, by poznać sprzęty i miejsca, które były mi nieznane.
Kolejną przygodą była terapia tlenowa w komorze hiperbarycznej.
Oddychałam tam czystym tlenem podawanym przez maskę pod zwiększonym ciśnieniem.
To też był kolejny etap leczenia.
***
Po
sześciu
latach od wypadku
nadszedł
ten czas, kiedy zaczęłam
chodzić
z całkowitym
obciążeniem nogi.
Tak
jak potrafiłam. 😉
Po prostu zaczęłam chodzić.
* * *
Teraz,
to pisząc i wspominając ten czas, stwierdzam,
że jestem naprawdę SILNA.
Bo się nie poddałam i dzielnie znosiłam te gorsze momenty.
Ale
było też trochę miejsca na te lepsze.
W niektórych kulturach osoby z niepełnosprawnościami są postrzegane jako osoby obdarzone specjalnymi mocami.
Takie, które przeszły przez szczególne doświadczenia,
które uczyniły je silniejszymi.
Podpisuję się pod tym w 100%.
Jestem dumna z siebie, że wyrwałam i dałam radę
w tej cholernie trudnej drodze do obecnej sprawności,
dzięki której mogę powiedzieć JESTEM SZCZĘŚLIWA.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz