Popularne posty

poniedziałek, 30 marca 2026

„Życie to proces odkrywania Siebie”


 





Z pierwszej, i tak długiej, rehabilitacji poza domem, wróciłam akurat na święta.  Byłam bardzo szczęśliwa, że w końcu będę w domu.

Jednak nie było już jak dawniej…

Nie weszłam sama do domu, jak to zawsze dotąd było. 
Zostałam wniesiona na noszach przez ratowników medycznych. 

W domu poruszałam się na wózku z pomocą bliskich. 

Problemem dla mnie było już samo wejście na wózek. Moja lewa ręka nie dała rady się odepchnąć wraz z prawą, by na niego się przesunąć. 
Musiał zawsze być ktoś, by mi pomóc przesiąść się lub przenieść mnie, na wózek. 

Kolejnym problem było poruszanie się na wózku. Nie mając sprawnej lewej ręki nie mogłam operować lewym kołem. Tak więc znów był potrzebny ktoś, by prowadził mnie na tym wózku.

By móc przejechać przez drzwi łazienki musiały zostać zdemontowane obręcze na kołach do poruszania się na nim. I tak z nich nie korzystałam, więc było mi to i tak obojętne. 
Zrobiony musiał być też mały podjazd dla wózka, ze względu na stopień przed wejściem do łazienki. 

Moja lewa ręka wciąż była niezrośnięta, miała przykurcz i dłoń zaciśniętą w pięść plus niedowład.

Czasem chodziłam o kuli. W taki sposób jak dałam radę i potrafiłam. 
Nie było to prawidłowy chód z kulą w prawym ręku. 
Powinnam mieć kulę po przeciwnej - lewej stronie, od złamania. 

Nie mogłam jednak w ten sposób, bo przecież lewa ręka była niesprawna.
Miała niedowład i przykurcz zgięciowy stawu łokciowego.

***

Czytając to pewnie nie jedna osoba pomyśli sobie:

" przecież żyje, ma dwie ręce i dwie nogi, cały kręgosłup, to na co ona może narzekać? Są inni co są w o wiele gorszym stanie.." 

Mając być szczera - to też tak myślałam o sobie i dlatego nie chciałam wcześniej o tym wszystkim mówić, a już zupełnie to pisać. Co ja mam opisywać, z jakiego powodu mam opowiadać swoją historię?? Przecież nie mam co i o czym pisać? - takie odpowiedzi początkowo słyszał mój mąż, gdy proponował mi, opisanie mojej historii. Przecież nic wielkiego się nie stało. Tak wciąż myślałam, że nie powinnam, no bo nie wypada, gdy są inni, bardziej "cierpiący" ode mnie.

Zawsze są CI inni, prawda? Co mają lepiej i więcej. 

Są i inni, którzy nie wiedzą nawet z jakimi problemami, nawet tymi najprostszymi rzeczami, musi sobie radzić osoba, która w jakimś stopniu - małym czy dużym, utraciła swoją sprawność.

Zanim zaczęłam pisać tego bloga miałam i nadal mam jakiś swój plan pisania, jakiś spis treści, jakieś punkty, wg których będę pisać. Tzw. "mapę myśli", której nauczył mnie mój mąż, choć początkowo się temu opierałam.

Patrząc na to, stwierdziłam, że jednak coś przeżyłam, miałam i nadal jeszcze mam, wiele trudności z którymi sobie poradziłam i wciąż muszę radzić. Nie każdemu, by się to udało, a mi tak. Mi również było, i jest jeszcze czasem, cholernie ciężko. Chcę opisać, że bycie takim co się miało poważny wypadek, jednak jakoś już funkcjonującym - to była naprawdę ciężka, długa i równie wyczerpująca, nie raz, droga. Dzięki której poznałam, odkryłam swoją moc i siłę. Jestem z siebie naprawdę bardzo dumna i temu to opisuję. Wystarczy mocno wierzyć i chcieć. 

Wiecie jak to jest mieć coś na wyciągnięcie ręki? 
Jednak zawsze troszkę jednak za daleko, gdy troszeczkę brakuje? Marzenia o wielkiej kasie, gdy prawie się ją ma, jednak brakuje jeszcze tego jednego numerka, ostatniego podpisu.. 
gdy się trafiło w totka 5tkę a nie 6stkę...
choć było już tak blisko..

Właśnie to prawie, no prawie, jeszcze troszeczkę, no ale jednak nie. Nie do końca. 

Nie posiadając czegoś w całości, w pełni, w 100% - jest bardzo frustrujące i niszczące?? 

Gdy wiesz, że to potrafisz a nie możesz tego do końca zrobić, mieć..

Znasz to uczucie?

Tak właśnie było, jest ze mną. 

Prawie zdrowa, prawie pełnosprawna, prawie chodzi, prawie biega... porusza dwoma rękoma, nogami, ale nie do końca... może to zrobić, ale nie w 100%..

Rozumiesz mnie teraz? Choć w połowie? To też będzie już sukces - sukces w połowie,  ale będzie.

Dokończysz to czytanie, poznasz kolejny post?
Czy już przerwiesz w połowie nie znając ciągu dalszego?...

Jakby co, to zapraszam.
Ja na 100% jestem tu i czekam.

A Ty zajrzysz jeszcze?



 

.

 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz