wtorek, 3 lutego 2026

„Wspomnienia są jak klejnoty: blask ich piękna w pełni rozkwita dopiero z czasem.” Marcel Proust

 


Po wypadku ucierpiało nie tylko moje ciało. Ucierpiała i moja psychika.

Na szczęście, na oddziałach rehabilitacji jest zawsze obecny psycholog. 
Bardzo dużo skorzystałam z jego obecności i wsparcia.

W czasie jednej z wielu tzw. terapii zajęciowych, 
mieliśmy za zadanie narysować naszą piramidę życia. 
Piramidę przedstawiającą nasze emocje w kolejnych 
3 etapach naszego życia - przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Zaczynając od tego dlaczego tu jestem - w szpitalu, jak jest obecnie i jakie mam marzenie o swojej przyszłości.

Wtedy właśnie narysowałam taką prostą i „zwykłą” – na pierwszy rzut oka, górę z "jakimiś" dziwnymi kolorami.

Ten rysunek, to jest właśnie moje wspomnienie – 
"klejnot, którego blask rozkwitł dopiero z czasem”

Sprawdźcie dlaczego. 



Może widzicie tą moją historię? 
Potraficie ją z tego rysunku odczytać ?

Mój ten „zwykły i prosty” obrazek przedstawia moje życie od czasu wypadku.

Moja góra u podnóża, swój początek ma czerwony połączony z fioletem, 
to symbol wypadku, obrażeń, złamań.


Miejsce zaznaczone czerwoną strzałką z wykrzyknikami

to moment, w którym akurat byłam i co było moim problemem.

Narysowałam nogę (czyli brak zrostu kości, który utrudniał mi chodzenie), rękę (brak zrostu, przykurcz) oraz usta (problem z mówieniem), a na samym dole ślady stóp (nieumiejętność chodzenia).


Przez środek biegnie cieńszy zielony pasek,
który rozszerza się ku górze, aż do samego czubka, gdzie jest już tylko zielono. 

To pasek nadziei, która była od początku. Marzenia do którego wciąż dążyłam. 
Najpierw taka cienka zielona linia, ale z czasem coraz szersza. 
Aż na sam szczyt - cały zielony. 

Na nim jest też duże serducho
z narysowaną w środku parą z wózkiem 

– moje marzenie o stworzeniu swojej rodziny

Wierzyłam, że w końcu się spełni.


Wtedy to właśnie postanowiłam zachować sobie ten rysunek, który mam do dzisiaj. Gdy mój mąż go znalazł, to powiesił na ścianie mówiąc: 

„Widzisz, wystarczy mieć wciąż nadzieję, walczyć, nie podawać się i wszystko jest możliwe.” 

Wtedy marzyłam o tym, ale i bardzo w to wątpiłam. 

W chwilach zwątpienia brałam go do ręki i przypominałam sobie, że droga pod górę jest ciężka , ale na szczycie jest to o czym marzę i do czego dążę. 

Jest mój cel, do którego zmierzam. 

Poprawiam koronę na głowie i działam dalej.

Osiągnięcie jego nie było łatwe i trwało parę lat. 
Ale tym bardziej jestem z siebie dumna, że wytrwałam i dałam radę.

Czasem jest ciężko, nawet bardzo, ale warto.
Pamiętajcie o tym kochani.

Może sami też narysujecie sobie taką górę? 
Górę swojego życia i wasz cel, który chcecie osiągnąć.

Albo dopiero go sobie wyznaczycie?

Taki, do którego będziecie dążyć.
Do którego - zapasanego na kartce, będziecie wracać w chwilach zwątpienia, słabości. 
Który będzie Wam przypominać dokąd i po co to wszystko. Jaki jest tego cel.


Powodzenia.
Trzymam kciuki. 
Wierzę w Was.

 

Moc wiary uzdrawia

Do zobaczonka w kolejnym poście.